Temat postu: Jan Kajetan – jak urodziłem się w domu.
Wysłany: Pon Paź 27, 2008 12:02 pm
Rejestracja: Pon Paź 27, 2008 11:51 am Posty: 27
Witajcie. Moja Mama próbuje mnie wychowywać bezpieluszkowo, w czym pomagam jej jak umiem. Na razie mam dopiero 4 tygodnie i nie zawsze nam wychodzi, wiec Mama ubiera mnie w ekologiczne pieluszki. Kiedy byłem jeszcze w brzuszku, Ewa z Pieluszkarni bardzo pomogła Mamie wybrać wszystko tak, żeby było mi sucho i wygodnie, dlatego teraz chciałem Wam opowiedzieć o tym jak się urodziłem.
Moja opowieść porodowa zaczyna się właściwie od zamknięcia Domu Narodzin. I nie jest to tylko historia o mnie i moich rodzicach, ale też o wielu ciotkach położnych, które pomagały mi na wszystkich etapach mojej drogi – kiedy byłem jeszcze w brzuszku, kiedy się rodziłem i potem, kiedy moja Mama miała niezliczone pytania jak najlepiej się mną opiekować. Okazuje się, że kiedy wszystko jest dobrze z ciążą i porodem lekarz w ogóle nie jest potrzebny!* Ale po kolei.
Szpital to nie jest miejsce dla zdrowych ludzi – stwierdziła moja Mama jeszcze zanim zaszła w ciążę, wzdragając się na myśl o szpitalnych procedurach, zapachach i nieprzyjaznej rutynie, w którą popadła większość kompetentnych skądinąd lekarzy, położnych i personelu szpitalnego. Poród w domu – cóż, jestem jej pierwszym dzieckiem i uznała, że to zbyt ryzykowne. Dom Narodzin, miejsce gdzie bylibyśmy z Mamą otoczeni troskliwą i ciepłą uwagą a jednocześnie wyposażone w podstawowy sprzęt do ratowania życia i ze szpitalem na wyciągnięcie ręki, wydawał się moim Rodzicom rozwiązaniem idealnym. Kiedy dowiedzieli się, że Dom Narodzin jest zamknięty, byli w kropce. Mama przygotowała listę pytań do szpitala, ale szybko okazało się, że nie znajdziemy miejsca, które spełni wszystkie jej oczekiwania. Nieprzerwany kontakt ze mną po porodzie aż do po pierwszym karmieniu? Pępowina przecięta dopiero kiedy przestanie tętnić? Te i inne pomysły były nie do przyjęcia przez warszawskie szpitale. Znajomi i lekarze kręcili głowami słysząc, że Mama nie chce żadnych interwencji medycznych – oksytocyny, znieczulenia lekami… Na jej tłumaczenia, że wszystkie te interwencje mają swoje skutki uboczne, a jedna pociąga za sobą następne mówili tylko – zobaczysz jak zaczniesz rodzić, będziesz jeszcze wołać o znieczulenie. W końcu przestała tłumaczyć i przekonywać, że wie co dla nas jest najlepsze. Wszyscy odetchnęli kiedy zaczęła mówić, że urodzę się w szpitalu w Wołominie. Myślę, że gdyby nie wsparcie Taty, nie dałaby rady wytrzymać tej presji.
Wtedy Mama skontaktowała się z Ireną Chołuj, która przyjęła więcej porodów domowych, niż ja mam włosów na głowie (a trochę ich mam!). Ciocia Irenka zgodziła się pomóc przyjść mi na świat. Przywitała się ze mną cieplutko, pogłaskała mnie przez brzuszek i długo rozmawiała z Rodzicami. Po tej wizycie Mama była spokojniejsza, ale nadal trochę się obawiała, że możemy mieć jakieś kłopoty przy porodzie. Jednak im bliżej było terminu, tym bardziej była przekonana, że będziemy najszczęśliwsi, jeśli urodzę się w domu. Tym bardziej, że czytając „Urodzić razem i naturalnie” Ireny Chołuj, „Odkrywam macierzyństwo” Preeti Agraval, a nawet Podręczną Encyklopedię Zdrowia (Zysk i S-ka, 2002) dowiedziała się, że kiedy nie ma kłopotów z ciążą, poród w domu jest tak samo bezpieczny jak w szpitalu. Był jeszcze jeden kłopot. Miałem krótką pępowinę i nie dałem rady się obrócić. Mama masowała mnie przez brzuszek, jak jej pokazała ciocia Ania Litkie (która masowała ją w ciąży i po porodzie), kładła się z brzuszkiem do góry, ale mimo że się starałem, nie dałem rady się obrócić. Pomógł mi dopiero doktor Zwoliński w szpitalu na Madalińskiego. Poszło szybciutko, nawet nie zdążyłem się przestraszyć Niezłego stracha napędziłem za to Mamie jak już zacząłem się rodzić. Ciocia Irenka była właśnie we Wrocławiu, a szpital w Wołominie chwilowo został zamknięty. Ale od czego ma się tyle super ciotek! Ciocia Irenka z ciocią Kasią Grzybowską (założycielką Domu Narodzin) razem przekonały Marię Romanowską, żeby pomogła mi przyjść na świat w domu. No tak, bo kiedy zacząłem się rodzić moja Mama już nie miała wątpliwości, że nigdzie nie idzie, zostaje w domu. Urodziłem się 25 września, o 13.35 (3.7kg żywej wagi i 55cm wzrostu). W porodzie oprócz ciotki Mary towarzyszyła mi jeszcze Łucja "Lucy" Talma (obie ze szpitala Św. Zofii), no i oczywiście mój wspaniały Tata, który był przy Mamie cały czas i bardzo mocno ją wspierał. Sąsiedzi byli bardzo dzielni, ale i troskliwi (ktoś przyszedł zapytać czy nie trzeba przypadkiem pomóc, ktoś inny podesłał policję, a jeszcze ktoś karetkę). Poród w domu był niesamowitym przeżyciem. Trwał 14 godzin - żaden szpital nie okazałby nam tyle cierpliwości. Ale ja właśnie tyle czasu potrzebowałem - urodziłem się różowiutki i prawie w ogóle nie płakałem :-) Nie jestem w stanie opisać jak ciepłe i intymne było to przeżycie dla całej naszej rodziny, mimo całego bólu który ze sobą niosło. Oby każdemu dane było doznać takich uczuć. Nie były potrzebne żadne interwencje medyczne. Mama znieczulana była naturalnie - masażem, akupresurą, ciepłą wodą w wannie. W nagrodę od pierwszych chwil po porodzie mogła siedzieć. Czujemy się dobrze. Ja jestem zdrowiutki i bardzo spokojny. Uwielbiam leżeć na brzuchach rodziców. Jem dużo i często. Od drugiego tygodnia życia rodzice zabierają mnie na spacery w chuście. Dzięki temu mogę sobie rozkosznie drzemać w uszach mając moją ulubioną muzykę - bicie ich serca.
Pozdrawiam wszystkie położne, mamy i tatusiów (a szczególnie moich). A jeśli będziecie chcieli wiedzieć coś wiecej – piszcie do mojej Mamy: arzewuska-paca@o2.pl Jan Kajetan
* Dowiedziałem się, że położna może też prowadzić ciążę (i jest, moim zdaniem, bardziej w tym kompetentna niż lekarz, ponieważ interesuje ją nie tylko stan fizyczny przyszłej mamy, ale też jej psychika, nastawienie do porodu, itp.). JAn
Załączniki:
Komentarz do pliku: To ja w wieku 2 dni :-) IMG_1359_maly.JPG [ 20.72 KiB | Obejrzany 1671 razy ]
Temat postu: Re: Jan Kajetan – jak urodziłem się w domu.
Wysłany: Pon Paź 27, 2008 10:32 pm
Rejestracja: Pią Paź 03, 2008 4:09 pm Posty: 688
Hej Jaśku Kajetanie :-)
Witaj na Świecie! :-) Niech Ci tu będzie dobrze i jeszcze lepiej niż umiem napisać. Masz taką Mamę i Tatę, że chyba mnie zamurowało. Czekałam Twojej pięknej historii przyjścia na Świat, ale Mama tak to pięknie ujęła, że człowiekowi mowę odbiera. Od samego początku wiedziałeś z kim masz do czynienia i że to nie przelewki. Oni wiedzą czego chcą, najważniejsze, że najbardziej na świecie - to CIEBIE, a potem już tylko 20 innych odmiennych od reszty Świata rzeczy. Mam przeczucie, że Ci z Nimi dobrze :-) a sądząc po Twojej minie , jest Ci całkiem do twarzy z tym wszystkim czym Cię otulają. Z błogostanem Ci do twarzy :-) Wiedzialam, że jesteś wyjątkowy i ohhhh...! żebyś Ty wiedział jak Oni na Ciebie czekali. Pewno czułeś jak Im szybciej bije serducho za każdym razem gdy mówili o Tobie. Cieszyłam się, że sie tam troche w te przygotowania "wcisnę" z moimi pięcioma groszami. Czy to nie fajne, że wszystko wybrali takie proste, a jednak już dziś uznawane za "inne" ? Cieszę się, że na Dzień Dobry spotkałeś tyle fajnych ciotek. Nie tak łatwo o takie i już Ci powiem, że masz szczęście. Wygąda na to, że jak się czegoś bardzo chce to jest to możliwe, pomimo zamkniętych drzwi i presji wokoło ;-) Gratuluję wytrwałości Twoim Rodzicom. Z takim wsparciem możesz odważnie dreptać przez życie ;-) Dobrze, że jesteś :-) Ciotka Ewa Cieszymy się z Wami. Buziaki dla Słodziaka. Jest po prostu cuuuudeńki. Dziękuję za podzielenie sie swoją radością, historią - jest niesamowita! Pewno niejedna ciocia znajdzie tu inspirację i będziesz "winna" kolejnych domowych porodów :-) Oby!
Gratuluję Waszej całej rodzince takiego dzielnego wytrwania w decyzji i wymarzonego powitania na świecie! Ja też cieszę się ogromnie, że są takie położne jak Kasia Grzybowska i masażystki jak Ania Litkie, które potrafią być mądrymi kobietami towarzyszącymi. Sama chciałabym stać się taką babką ;) Ślę moc najlepszych życzeń na resztę cudnego wspólnego życia!
Temat postu: Re: Jan Kajetan – jak urodziłem się w domu.
Wysłany: Wto Paź 28, 2008 10:01 pm
Rejestracja: Wto Paź 28, 2008 9:45 pm Posty: 29
No to jestem! Przeżywam bardzo, bo to pierwsze forum, w jakim zabieram głos! Z zamiarem nosiłam się od dawna, ale dotychczas śledziłam tylko kolejne treści. Historia Jana Kajetana nie pozwala mi jednak pozostawać milczącą czytelniczką. Gratuluję całej Rodzinie! Jak fajnie, że zdarzają się takie historie! Masz Janie Kajetanie piękny początek na tym świecie!
Temat postu: Re: Jan Kajetan – jak urodziłem się w domu.
Wysłany: Wto Paź 28, 2008 10:52 pm
Rejestracja: Pią Paź 03, 2008 4:09 pm Posty: 688
No to witaj na Forum :-) ! Światła reflektorów z Jana Kajetana na chwilkę padają na Ciebie :-) Fajnie, że jesteś i życzę Ci Twojej zapierającej dech historii :-) Światła wracają na Jaśka i...pora się podelektować widokiem Słodziaka raz jeszcze :-) pozdrawiam ciepło
Temat postu: Re: Jan Kajetan – jak urodziłem się w domu.
Wysłany: Wto Paź 28, 2008 11:24 pm
Rejestracja: Pią Paź 03, 2008 4:09 pm Posty: 688
[quote="joa"]Gratuluję Waszej całej rodzince takiego dzielnego wytrwania w decyzji i wymarzonego powitania na świecie! Ja też cieszę się ogromnie, że są takie położne jak Kasia Grzybowska i masażystki jak Ania Litkie, które potrafią być mądrymi kobietami towarzyszącymi. Sama chciałabym stać się taką babką ;) Ślę moc najlepszych życzeń na resztę cudnego wspólnego życia![/quote] Joa! Ja mam tylko cichą nadzieję, że Ty tak naprawdę robisz coś z tym marzeniem. Przypadkiem Cię poznałam i wiesz, że jakoś przy Tobie poczułam się jak " AŻ MATKA". Masz tą moc Kobieto:-) Masz w sobie coś takiego, tak silny pogląd na macierzyństwo i tyle wiedzy, że można poczuć wyzwanie (jeśli o reszcie macierzyńskiego świata wiesz tyle co o pieluszkach ;-) to ja szacunek całą sobą oddaję ). Nie chcę wywlekać tutaj jakie słowa mi wciąż wybrzmiewają w uszach z naszej rozmowy, ale pamiętam je bardziej niż miejsce, w którym byłam. Stąd wybacz, że nie pamiętałam od razu jak wspomniałaś, że kiedyś Wam pieluszki przywiozłam. Choć pamiętam, że bardzo chciałam zapamiętać tytuły książek, których krocie wołało z półek :-) żeby też móc tak pięknie czuć wychowywanie i czuć się tak spełnioną. Życzę Ci, żebyś mogła Mamom pomagać i inspirować i brać udział w takich Kajetanowych cudach :-) Jeśli masz czas to inspiruj nas czym bądź, nie tylko pieluszkowo. Wszystkie zachęcam :-) W ogóle myślę, że możemy sobie na forum pogaduchy bez pieluchy ;-) zapoczątkować. Pozdrawiam cieplutko :-)
O rany, dzięki!!! Sorry, że na wątku Kajetanowym to napiszę, ale chcę odpisać. Robię coś w kierunku bycia doulą i duchowym oparciem mamowym - wśród znajomych i znajomych znajomych i na warsztatach i mam nadzieję, że jakoś zbiorę się na odwagę i otworzą się drzwi dla mnie, żebym mogła to robić tak bardziej powszechnie. Uwielbiam pracę z mamami młodymi i spełniam się w tym i jest to takie cudowne i wdzięczne i ekstatyczne wręcz - widzieć jak kobieta odzyskuje wiarę w siebie, równowagę i rozwija skrzydła i znów frunie... Być choć maleńką częścią tego to zaszczyt.
Temat postu: Re: Jan Kajetan – jak urodziłem się w domu.
Wysłany: Śro Paź 29, 2008 11:08 am
Rejestracja: Pią Paź 03, 2008 4:09 pm Posty: 688
Juuuuhuuu! Jeszcze bardziej cieszę się na moje czwarte dziecko ! :-) Jeśli będzie mi dane je mieć :-) Mam nadzieję, że będe mogła sobie popatrzeć zza tych drzwi, które przez wiarę :-) to juz całkiem widzę ;-) i cieszyć się widokiem nowych mocnych skrzydeł :-) Powodzenia Joa!
Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość
Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum Nie możesz edytować swoich postów na tym forum Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum Nie możesz dodawać załączników na tym forum